Baltasar – wydanie poprawione, część 2
Trochę kręcenia się po mieście, trochę zrobionych tras, w różnych, tak naprawdę warunkach, i sprawdzanie możliwości odświeżonego Australa – ewidentnie się docieramy z bohaterem testu długodystansowego. Moje spostrzeżenia? Choć reprezentant segmentu kompaktowego wydaje mi się niezmiernie optymalny pod względem swoich rozmiarów i poczynione zmiany stylistyczne cieszą moje oko, i są dowodem na wciąż bardzo dobrą kondycję francuskich stylistów, to Austral pod niektórymi względami sprawia dla mnie wrażenie delikatnie wątpliwego, jeżeli mielibyśmy rozmawiać o jego zaletach. Układ napędowy, czyli doskonale znana i konstrukcyjnie skomplikowana hybryda, oferuje bardzo szeroki wachlarz swoich umiejętności – od naprawdę zadowalającej dynamiki (systemowo mamy tutaj 200 koni mechanicznych) oraz błyskawicznej reakcji samochodu na komendy wydawane pedałem gazu, po całkiem efektywne doładowywanie akumulatora o pojemności 2 kWh oraz częstą umiejętność przemieszczania się na prądzie, jednak do tej pory nie znajduję odzwierciedlenia tego w statystykach zużycia paliwa. Szybsza trasa pokonywana z maksymalnymi, dopuszczalnymi w naszym kraju prędkościami, zaowocowała spalaniem na poziomie 7,3 litra i choć nie wydaje mi się to nadmiernie złym wynikiem, a warunki pogodowe wcale nie rozpieszczały (a właściwie, to uporczywie przeszkadzały), to delikatnie oczekiwałem korzystniejszych rezultatów pod tym względem. Zwłaszcza w obrębie miasta, gdzie Austral spędza rzeczywiście całkiem sporo czasu w elektrycznym trybie pracy – co jest przemiłe dla ludzkich zmysłów, ale nie znajduje odzwierciedlenia – znowu – w uzyskiwanym spalaniu – 6,3 to uśredniona norma. Najlepszy wynik, jaki udało mi się do tej pory wykręcić, to znakomite 4,6 litra, niemniej to uzyskane z trasy nieco ponad stu kilometrów, jechanych krętymi, wąskimi drogami z przewyższeniami o jakości dość wątpliwej… Tempem kapeluszniczym. 🙂 Dopowiem jedynie, że układ napędowy sprawia wrażenie, jakby dostał nieco więcej uwagi pod względem ogłady i kultury pracy, bowiem funkcjonuje niezwykle „gładko” – nie szarpie całym nadwoziem i robi to, co do niego rzeczywiście należy, ale idealnie nie jest – silniczek 1.2 wciąż pracuje relatywnie głośno i nieprzyjemnie, a przy wyższych prędkościach następuje przerwa w oddawaniu mocy. Chciałbym wytłumaczyć to zjawisko konstrukcją francuskiej hybrydy, niemniej byłbym chyba zbyt pobłażliwy…






Z obserwacji pozytywnych: wyciszenie kabiny stoi na przyzwoitym naprawdę poziomie, ale tak do 120 km/h – potem robi się odczuwalnie głośniej, na pokładzie zadebiutowała umieszczona w słupku A kamera, rozpoznająca twarz kierowcy i potrafiąca dostosować ustawienia samochodu do jego preferencji (nie ćwiczyłem), a w trybie komfortowym układu jezdnego Austral potrafi teraz dostarczać przyjemnie odprężające resorowanie zawieszenia. W ogóle, mam takie przemyślenie, że działanie całego samochodu zrobiło się płynniejsze, a dzięki temu również i przyjemniejsze, ale do wyczekiwanego ideału trochę brakuje. No żeby fotel pasażera w topowej specyfikacji był pozbawiony regulacji podparcia odcinka lędźwiowego? Trochę wstyd.
Jeżdżę dalej, zbieram przemyślenia, natomiast Was zapraszam do podsumowania wideo aktualnych spostrzeżeń:















































Opracowanie i tekst: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski / BKfoto
No Comments