Co bezpowrotnie straciliśmy?
Branża samochodowa to poddawane ciągłym zmianom odgałęzienie gospodarki, z którego nie jest łatwo się utrzymywać. Oczywiście, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc jestem daleki od generalizowania, niemniej co do jednego myślę, że moglibyśmy się zgodzić: aktualna forma samochodów jest więźniem politycznych machinacji, przypomina trochę uwięzionego na smyczy, burego kundelka, chcącego wyrazić swoją dezaprobatę, jednak argumenty z góry są na tyle silne oraz przytłaczające, że nie ma większego sensu podejmować tematu. Dawno przyzwyczailiśmy się do sytuacji, w której delikatnie zdesperowane koncerny samochodowe proponują swoim klientom nie to, czego by oni rzeczywiście chcieli, tylko wyroby mocno syntetyczne, noszące odciśnięte piętno brukselskich machinacji, w efekcie czego wspomniane pojazdy są odważnie sprzedawane nie siłą naturalnych argumentów, tylko zakrojonym szeroko marketingiem, który pokazuje nam palcem, na co powinniśmy zwrócić swoją uwagę. Już dawno twierdziłem, że twórca filmu „Truman Show” miał rację i niczym wielki Nostradamus przepowiedział nam przyszłość – jak żyć, będąc przekonanym, że nasza codzienność jest ważna i robimy coś wartościowego, a w rzeczywistości całe życie jesteśmy oszukiwani, manipulowani oraz przekonywani o doniosłości naszej roli dla społeczeństwa. Jesteś dyrektorem sprzedaży w dużej korporacji? Świetnie, bądź nim dalej, znakomicie wypełniasz powierzoną Ci funkcję, oby tak dalej – wyrzucimy Cię dopiero za pół roku…
Samochód współczesnych czasów to bardzo często beznamiętne urządzenie osadzone na czterech kołach, do którego upakowano tyle wyświetlaczy, ile zdołali pomieścić kreatywni styliści w dedykowanym pliku na pececie (było kiedyś takie słowo ;-)). Do tego, absolutnie obowiązkowo, nowoczesny pojazd musi być naszpikowany technologicznymi nowościami, które potrafią wszystko to, czego nie potrafi sam kierowca, dając temu kierowcy złudne poczucie bogactwa, dobrobytu i osiągnięcia pewnego statusu w życiu, bo przecież „ja nie muszę”. Następnie całe to zaawansowanie technologiczne musimy obsługiwać dotykowymi panelami, a karoserię maksymalnie usztywniamy, żeby osiągnięcie bezemisyjne z przydomkiem EV jakoś w ogóle się prowadziło. Mam wrażenie, że czasami w akcie dobrej woli klient docelowy zostanie poczęstowany bardziej praktycznym rozwiązaniem, jak, chociażby, powracające w niektórych przypadkach guziki na kierownicę, bo przecież niecenzuralnym aforyzmom ze strony konsumentów nie było końca, lub delikatną promocją, żeby towar ultra drogi, był zwyczajnie bardzo drogi. Wszystko to ma dosyć apokaliptyczny wydźwięk i zgodzę się, że bardzo łatwo jest krytykować pracę innych, ale naprawdę usiłuję traktować każdy samochód z maksymalną dawką obiektywizmu, żeby w najwyższym stopniu zachować sprawiedliwość. Oczywiście, szczypta pewnego subiektywizmu też musi dać o sobie znać, bo inaczej byłoby szorstko i szalenie nudno, dlatego przekleństwem (a może sposobnością i przywilejem?) takich osób, jak autor niniejszych wynurzeń, jest wiek, zdobyte doświadczenie oraz siła pewnych wspomnień…






Mówiąc o samochodach: jeszcze dziesięć lat wstecz za pewnego rodzaju ekstrawagancję uznawaliśmy ekran z multimediami w aucie, większość rzeczy obsługiwaliśmy za pomocą fizycznych przycisków i pokręteł, zwracaliśmy uwagę na to, jak się prowadzi dany samochód oraz jakie uczucia to u nas budzi – czy potrafimy się na tyle zaangażować, by zbudować jakąś koneksję z pojazdem i zacząć interesujący dialog, czy może była to jednorazowa przygoda? Często dzisiaj zapominamy o tym, co było kiedyś, do czego przyzwyczaili się milenialsi, a może nawet starsi rocznikowo ludzie i każe się im dostosować, zapomnieć i w pełni zaakceptować bieżący stan rzeczy. Dlaczego? No jak nie wiadomo dlaczego, to zapewne chodzi o… Zyski, próbę ratowania się przed mozolnie dociskaną śrubą i częściowo można to zrozumieć, wielu się to nawet szalenie podoba i nie widzą żadnych niedogodności, pozostali zaciskają mocno zęby i kupują elektryka z wielkodusznym poczuciem ratowania świata, natomiast jeszcze inni decydują się w 2026 roku na wiekową deczko Atecę. Powiem Wam, że obecność tego samochodu w aktualnych cennikach jest – moim zdaniem – ważniejsza, niż kiedykolwiek. Chyba powinniśmy zaprzestać twierdzić, że mamy do czynienia z lekko przestarzałą konstrukcją, bo dla takiej konstrukcji jest obecnie bardzo istotne miejsce na rynku samochodowym – miejsce, gwarantujące niektórym święty, mentalny, niezmącony spokój…
Podsumowanie:









No Comments