Doskonalenie
Wielokrotnie i w sposób wyraźnie dobitny wyrażałem swoją prawdziwą sympatię pod adresem Nissana Qashqai w najnowszym wydaniu. To dla mnie trochę zaskakujące, bowiem wszelkie przejawy „crossoverowania” (wymyśliłem to słowo 😉) i uporczywego podnoszenia samochodów, zawsze uważałem za totalnie bezsensowne i zbędne, podnoszące zużycie paliwa oraz cenę końcową i w imię czego? Wygodniejszego zajmowania miejsca za kierownicą? Designu? A może bycia na bieżąco z aktualnie panującymi trendami? Zasadniczo każda odpowiedź z przytoczonych tutaj wydaje się prawidłowa, niemniej z czego wynika moja sympatia względem popularnego Japończyka? Nie powiem – czasu nie oszukam i z biegiem lat rzeczywiście zacząłem doceniać nieco łatwiejsze wsiadanie do samochodu i trochę zaczęła mi się podobać wyższa pozycja za kierownicą. Nie powiedziałbym, że to przejaw mocno przerośniętego ego, bowiem prywatnie nadal bym sobie takiego pojazdu nie chciał sprawić, ale doceniam pęk jego zalet – nowoczesny wymiar, dopracowanie, nie bez jakiegokolwiek znaczenia estetykę, świetnie urządzone wnętrze, łatwą obsługę czy zaawansowany układ hybrydowy, który oprócz całkiem daleko posuniętego stopnia dopracowania, stanowił rozwiązanie fascynujące same w sobie. Napisałem to w czasie przeszłym, albowiem Japończycy udoskonalili pod koniec zeszłego roku swój napęd hybrydowy i postanowili go zamontować w, chociażby, wspomnianym już modelu Qashqai. Uprzedzając pytania: stylistycznie kompaktowy crossover się nie zmienił, ale modyfikacje wprowadzone do jego napędu mogą się okazać bardziej znaczące, niż się nam wydaje…
Ustalmy jedno: zasada działania japońskiej hybrydy nie uległa zmianie i w dalszym ciągu mówimy o napędzie mieszanym, będącym hybrydą szeregową, w której motor spalinowy nie odpowiada bezpośrednio za napęd całego samochodu, ale jego rola jest niesamowicie istotna. Część spalinowa napędu jest bowiem generatorem prądu elektrycznego, a to znaczy, iż mamy do czynienia z pojazdem w rzeczywistości elektrycznym, który potrafi być samowystarczalny. Napędzanie samochodu nie odbywa się tutaj z niekorzyścią i dodatkowymi obowiązkami dla właściciela pojazdu. Wsiadamy, naciskamy przycisk uruchamiający Nissana i bez ciążących obowiązków zwyczajnie odjeżdżamy – za całą resztę odpowiada elektronika sterująca pojazdu. No dobrze, co się wobec tego zmieniło, skoro recenzowany przeze mnie Qashqai e-POWER w 2024 roku był już całkiem udany? Po zanurkowaniu w dane techniczne moglibyśmy to przeoczyć, bowiem Nissan utrzymuje, że choć silnik benzynowy 1.5 może sprawiać wrażenie doskonale znanego, to jest zupełnie nowy, z poprawioną wydajnością na poziomie znakomitych 42 procent. Oprócz tego, poprawiło się zużycie paliwa (sporo czasu poświęcono rzekomo na wyniki przy wyższych prędkościach, tak do 130 km/h) i emisja szkodliwych substancji, a co za tym idzie, wydłużył się zasięg na jednym zbiorniku paliwa – do 1 018 kilometrów (nie przytaczam zasięgu według procedury WLTP, bo tam jest mowa o naprawdę mało realnej wartości 😊). Co jeszcze? Wyższy komfort akustyczny – Nissan się upiera, że redukcja hałasu wyniosła tutaj 5,6 dB, co jest wartością ogromną wręcz, natomiast przekonany nie jestem do argumentu o pewnym ograniczeniu kosztów obsługi samochodu, ponieważ interwały serwisowe wydłużono z 15 do 20 tysięcy kilometrów. Byłbym raczej ostrożny i zawsze byłem zdania, że częstsze przeglądanie samochodu z pewnością mu nie zaszkodzi. 😉
Nie ukrywam, brzmi to na bardziej techniczną recenzję, bowiem jest mowa tutaj o kwestiach niewidocznych dla oka ludzkiego, niemniej fascynujące wydaje się, jak anonsowane modyfikacje wpłynęły realnie na użytkowanie takiego samochodu, a poligon doświadczalny w moim przypadku winien dobitnie obnażyć wszelkie „zady i walety” takiego rozwiązania, więc ruszamy…













No Comments