Mercedes-Benz A 250 e

Mercedes-Benz A 250 e – test

#behybrid

Żyć według litery popularnego w ostatnich czasach słowa „ekologia”. Co to właściwie znaczy, bo przecież nie chodzi wyłącznie o bezemisyjne samochody i autobusy emitujące do atmosfery całe zero gramów dwutlenku węgla? Myślę, że to pewnego rodzaju kultura osobista, świadomość drastycznych zmian, jakie zachodzą w przyrodzie i wymowne uderzenie się w pierś, bo przecież musimy być świadomi, że owe zmiany wywołuje nie kto inny, jak człowiek. Ekologia to zatem również palenie w piecu odpowiednimi środkami, a nie oponami, segregacja śmieci tudzież odpowiednie zarządzanie infrastrukturą budowlaną. Kłopot polega jednak na czymś innym – możemy być świadomi naszego destrukcyjnego wpływu na środowisko i obserwować w telewizji szaleńczo topniejące lodowce, ale i tak będziemy rzucać papierki gdzie popadnie, wyklejać ławki od spodu gumami do żucia i aplikować szkło do kontenera z plastikiem. Dlaczego? Traktujemy naszą planetę jak maszynę, której zadaniem jest bezawaryjne działanie, natomiast cykliczne pojawianie się ekologicznych frazesów jest wynikiem nacisku ze strony Unii Europejskiej. Smutne, bowiem zachowanie ludzi nie ulega zmianie, a po uszach obrywają branże, które mają de facto niewiele do powiedzenia.

Wybaczcie ten przydługi wstęp, niemniej kolejne spotkanie z Mercedesem Klasy A uzmysłowiło mi, jak trudno jest opracować kompetentny samochód o zielonej plakietce, który efektywnie pomoże w obniżaniu koncernowej emisji dwutlenku węgla. Przyjemne jest użytkowanie sedana z klasycznym silnikiem benzynowym, nawet, jeśli pojemność ów motoru bardziej pasowałaby do glebogryzarki. Przyjemnym jest również korzystanie z możliwości odmian AMG i dotychczasowe randki z kompaktowym samochodem niemieckiej marki wspominam dobrze, jak powtórną wizytę i korzystanie z udogodnień hotelu, który nie zawodzi, prezentując odpowiednio wysoki poziom. Nadszedł zatem czas, by zmierzyć się z ekologicznym wariantem Klasy A i nie będę ukrywał – tutaj również oczekiwałem doskonale znanego i wysoce cenionego standardu. Płatność bezgotówkowa i złożony w kosteczkę szlafrok w pokoju, wydały mi się oczywistością.

A 250 e w nomenklaturze Mercedesa oznacza hybrydę typu plug-in, a to będzie oznaczać, że potencjalni właściciele takiego samochodu będą musieli przywyknąć do wieczornego joggingu z kablami, nieco większego zużycia prądu oraz cierpliwości, ale to akurat każdemu wyjdzie na dobre. Oczywiście ładować kompaktowego Mercedesa nie trzeba i wówczas zachowujemy wszystkie mocne strony klasycznej hybrydy (komputer nie rozładuje baterii do absolutnego zera), ale to jak nabyć drogie buty ze skóry na co dzień i używać ich tylko w parzyste dni tygodnia. Propozycja Mercedesa, podobnie zresztą jak większość hybryd ładowanych z gniazdka, będzie miała najwięcej sensu i ekonomicznego uzasadnienia, kiedy będzie uzupełniana elektronami, a w gwiazdce jest co uzupełniać. Pod maską otrzymujemy rzecz jasna klasyczny silnik benzynowy 1.3 TCe o mocy 163 koni mechanicznych (wspólne dziecko z koncernem Renault), ale z tyłu mamy jeszcze odpowiednik elektryczny dobywający z siebie 102 konie mechaniczne i zaskakująco pojemną baterię (15,6 kWh). Zaskakująco, bo to więcej aniżeli w testowanym Superbie Combi czy Outlanderze PHEV, a mamy na tapecie przecież samochód kompaktowy. Dla przeciętnego użytkownika modelu A 250 e będzie to znaczyć, że Mercedes nieprzerwanie będzie pobierał elektrony z domowej wtyczki przez około 8 godzin, a wyższy rachunek za prąd zaowocuje naprawdę sensownym zasięgiem – oczywiście jak na technologię, jaką aktualnie dysponujemy. W totalnie zimowych warunkach, z ogromną ilością białego puchu i temperaturami znacząco poniżej zera, pokonałem czysto elektrycznie 40 kilometrów (Mercedes zadeklarował mi rano 47 kilometrów), co było wystarczającym dowodem kompetencji marki ze Stuttgartu i obietnicą, że ta hybryda potrafi wiele. Owszem, potrafi, bowiem pomijając zrywną, natychmiastową oraz cichą jazdę na prądzie (co delikatnie obnażyło szum przy górnej krawędzi szyby), A 250 e to również mały niedźwiadek o dużej sile – dostajemy tutaj sumarycznie bowiem 218 koni mechanicznych i aż 450 niutonometrów momentu obrotowego. Żeby Wam zobrazować wielkość podanej liczby – testowane A 35 AMG posiadało niutonometrów 400, a był to wyciągający imponujące kwoty z kieszeni hatchback, za świetne osiągi, budzący radość dźwięk i obietnicę wyższego statusu w zakompleksionym społeczeństwie.

Czy A 250 e posiada rażące wady? No cóż, ta cała skomplikowana instalacja wpłynęła negatywnie (ale nie w jakiś rażący sposób) na pojemność bagażnika, który pomieści tutaj 310 litrów niezbędnego ekwipunku, nowa w tym przypadku, bo 8-stopniowa przekładnia dwusprzęgłowa, miewa czasami nieprzyjemną manierę delikatnego szarpania, natomiast uruchamianie się benzynowego silnika nie odbywa się w sposób niezauważalny czy wybitnie gładki. Nie są to jednak elementy w jakikolwiek sposób dyskwalifikujące. Tym bardziej (i to cieszy chyba najbardziej), że to w dalszym ciągu dopracowana, posłuszna w zachowaniu, bezdyskusyjnie dobrze spasowana, wygodna i potencjalnie znakomicie wyposażona Klasa A. Oczywiście egzemplarz z fotografii, przyzwoicie wyposażony, kosztuje 170 500 złotych, niemniej hybrydową Klasę A można kupić już za około 150 tysięcy złotych, tyle, że wyposażeniem taki samochód będzie przypominał dysfunkcyjną lodówkę. Warto dorzucić jednak trochę pieniędzy.

Recenzja wideo Mercedesa A 250 e

Jak widać, moje czwarte spotkanie z kompaktowym przedstawicielem niemieckiej marki zapamiętam raczej pozytywnie. Nie dlatego, że Klasa A jest projektem dopracowanym, zaawansowanym i przyjemnym dla zaangażowanego w sprawę kierowcy. Wizerunek najmniejszego Mercedesa uległ diametralnej zmianie – od piętrowego domku, który się przewracał na zakrętach, przez absolutny szok stylistyczny trzeciej generacji, ale z trochę generycznym wnętrzem, po kompakt zaawansowany i tak naprawdę kompletny. Nie to jednak powoduje, że o A 250 e myślę ciepło, bo to wszystko doskonale wiedzieliśmy już wcześniej. Hybryda okazała się kompetentnym samochodem, relatywnie oszczędnym i z dopracowanym układem napędowym. Musicie bowiem wiedzieć, że Mercedes zrezygnował na przykład z trybu Charge, czyli wymuszanego doładowywania baterii jednostką spalinową, bo to się nie zgadzało w tabelkach Excela. Czy kupując A 250 e damy wyraz naszego ekologicznego podejścia do życia? Zacznijmy od siebie, jako ludzi, a hybrydowego Mercedesa uznajmy za bardzo interesującą propozycję w określonych warunkach użytkowania.

Opracowanie: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski / 
BKfoto

Samochód dzięki uprzejmości firmy Mercedes-Benz Grupa Wróbel z Wrocławia. Serdecznie dziękuję! 🙂

No Comments

Leave a Comment

*