Renault Austral esprit Alpine E-TECH (2025)

Renault Austral esprit Alpine E-TECH (2025) – test długodystansowy

Baltasar – wydanie poprawione, część 3

Prawie 3 000 kilometrów, ponad sto litrów zużytej benzyny, trochę wspomnień dorzuconych z niekłamaną przyjemnością do prywatnego boxu i niezwykle satysfakcjonujące uczucie izolacji od paskudnego, skąpanego w strugach deszczu jesiennej aury otoczenia – tak, mniej więcej, przedstawia się bilans mojego testu długodystansowego. Muszę przyznać, że jako narzędzie codziennego użytku odświeżony Austral wypełniał swoje zadania śpiewająco, bo mógłbym powiedzieć, że dzięki układowi 4CONTROL to fantastycznie zwrotna maszyna w aglomeracji miejskiej, choć należy się do jego działania przyzwyczaić, bagażnik jest wystarczający, choć posiadając obszerniejszą rodzinę z większymi potrzebami może wystąpić już kłopot z miejscem za kanapą, wspomniana kanapa, dzięki temu, że przesuwana w orientacji wzdłużnej, zwiększa użyteczność samochodu, a bogate wyposażenie powoduje, że codzienny znój wydaje się trochę łatwiejszy do zaakceptowania. Mógłbym to wszystko powiedzieć, bo zasadniczo to prawda, niemniej w kontekście recenzowanego, kompaktowego Australa co innego wydaje mi się cechą znamienną – prostota użytkowania

To ciekawe, że taki wniosek naszedł mnie w kontekście urządzenia, które całą swoją aparycją i prezentowaną technologią krzyczy, że termin „prostota” jest mu zupełnie obcy. Uznaję to za sukces marki Renault, ponieważ inżynierowie zaproponowali społeczeństwu pojazd, który całkiem odważnie traktuje kwestię designu, w kabinie dominują rozwiązania nowoczesne i z pozoru trudne w swoim zrozumieniu, przed oczami użytkowników skrzętnie ukryto skomplikowany w swojej konstrukcji układ hybrydowy, a to wszystko ma ze sobą łączyć nie mniej skomplikowana elektronika sterująca. Brzmi to, jak przepis na spektakularną porażkę, mocno przekombinowany samochód, który trafi do zaledwie garstki zapaleńców, a pamiętajmy, że funkcjonujemy w społeczeństwie, które, chyba dla własnej uciechy, lubi hołubić zakorzenione gdzieś bardzo głęboko uprzedzenia. Wiesz, co? Austral okazuje się kompletnie inną propozycją, niż świadczą o nim katalogowe metki czy wyświechtane hasła.

Kompaktowa propozycja Renault jest przede wszystkim pozytywnym zaskoczeniem, a dla klienta nie mającego do tej pory styczności z francuskimi produktami, bo, na przykład, kupował jedynie produkty niemieckiej myśli technicznej będąc przekonanym o ich gruntownej solidności, może doświadczyć lekkiego szoku. Jakość i solidność wykonania, gładka, choć nieidealna praca 200-konnej hybrydy, udany balans pomiędzy komfortem podróżowania i precyzją samochodu, a przede wszystkim – uspokajające poczucie, że choć Austral stanowi dość skomplikowany wymiar aktualnej branży motoryzacyjnej, to pozwala gładko i płynnie odnaleźć się w każdej sytuacji. Zajmując miejsce za kierownicą, doświadczamy nowoczesnego, digitalowego wymiaru samochodu, który okazuje się jednocześnie przystępnie i łatwo podany, z multimediami, które działają płynnie i prezentują sobą jakość. To wyrób na miarę aktualnych czasów, który usiłuje zadowolić każdą ze stron politycznej barykady i wychodzi mu to, co interesujące, całkiem dobrze, natomiast klienta docelowego winna interesować następująca informacja: kupując Australa, kupujesz to, czym dzisiaj powinien być i rzeczywiście jest kompaktowy crossover popularnego segmentu. Nikt Ci bowiem nie powie, że dokonałeś przestarzałego zakupu i choć pozostanie delikatne ukłucie świadomości, że producent mógł przy okazji faceliftingu jeszcze baczniej dopracować swój produkt, to efekt finalny będzie już na tyle dobry, że niejedna osoba może być szczerze zaskoczona i trochę zmieszana. Renault jest ewidentnie na fali wznoszącej – konstruuje samochody według skomplikowanej, czasami niepotrzebnie, bo ma to swoje odbicie w życiu codziennym, receptury, ale z jakiegoś powodu ta receptura działa naprawdę dobrze. Oby się tylko nie pogubili, bowiem Austral stanowi mocny punkt całej strategii znad Sekwany.

Jedyną niedogodnością i utrudnieniem w całym tym sosie przemyśleń, zysków i strat oraz plusów i minusów, wydaje mi się nastawienie klienta docelowego, by spróbować zaufać komuś i czemuś, co na pierwszy rzut oka może budzić pewne redflagi, ale to już nie zależy ani ode mnie, ani od samego producenta… Podsumowanie:

Opracowanie i tekst: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski / BKfoto

No Comments

Leave a Comment

*