Dobry samochód, kiepski minivan, czyli wszystko się zgadza
Nowy Renault Espace od samego początku stanowił temat do gorących dyskusji, a co bardziej ideologicznie nastawieni klienci mogli się nawet obrazić. Dobrze wiemy, że praktyczny i genialnie pomyślany minivan to może był kiedyś, ale życie to nie jest bajka, zaś biznesu nie robi się w oparciu – górnolotnie – o idee pięknoduchów… Na pewno nie wówczas, kiedy mowa jest o marce popularnej, a sprzedaż nie zamyka się w kilkuset egzemplarzach rocznie. Przyjęliśmy więc do wiadomości, że Francuzi opracowali kolejny samochód typu SUV do użytku rodzinnego, niemniej osadzając koncepcję na kompaktowym Australu, zrobili to również bardzo interesująco, całkiem porządnie i z pozytywnym odbiciem na efekcie finalnym. Ja widując na drodze Australa czy dotychczasowy model Espace często je ze sobą myliłem, przynajmniej dopóki nie zobaczyłem linii bocznej pojazdu, co tylko potwierdza, jak blisko pod względem stylistycznym, technologicznym oraz dostępnych rozwiązań były obydwie propozycje Renault i obawiam się, że po modernizacji niewiele się pod tym kątem zmieniło… To znaczy „obawiam się” – oparcie rodzinnego Espace na kompaktowym Australu wydało mi się od samego początku w konsekwencji dobrym ruchem, najlepszym, jaki Renault mogło podjąć zaraz po tym, jak stwierdziło, że będzie to marketingowo atrakcyjny SUV. Ostatecznie więc, po wprowadzonych zmianach stylistycznych, konfiguracyjnych oraz technologicznych, ja w dalszym ciągu widzę tutaj powiększony model kompaktowy, ale też procent ulokowanego na szczycie Rafale, co powinno być chyba rozpatrywane w kategoriach zalet. Ale czy Espace po faceliftingu to jedynie paczka doskonale znanych modyfikacji z Australa, który odbył u mnie test długodystansowy? A może, obecnie, to coś znacznie więcej? Zapraszam do testu wideo:



















No Comments