Renault Kangoo udowadnia, dlaczego SUV jest wymysłem nowoczesnego człowieka
Czasy się zmieniają i nie ma co z tym faktem dyskutować. Człowiek jest dalej, osiąga więcej, oczekuje więcej, a powiedzenie: „dzisiaj właściwie nic już nie jest niemożliwe” zyskało status powszechnego faktu. Jak to się przekłada na branżę motoryzacyjną? Różnorako – z jednej strony bowiem ambitne myślenie człowieka pozwala mu osiągać skrajności pod względem technologicznym i czasami wydaje się, jakby buńczuczna trochę natura ludzka z odwagą nawiązywała dialog z fizyką tego świata, natomiast z drugiej strony w dalszym ciągu nie potrafimy jednoznacznie pójść do przodu w kwestii motoryzacji elektrycznej oraz, przykładowo, zaoferować rewolucyjnej technologii wśród baterii pokładowych. Świat jest zatem pełen dysonansów i niezrozumienia – jako społeczeństwo udało nam się osiągnąć naprawdę sporo, a jednocześnie sami rzucamy sobie kłody pod nogi, obnażając niedoskonałość gatunku ludzkiego i poddając w pewną wątpliwość zasadniczo wszystko, co udało się do tej pory osiągnąć. Dziwne, prawda? Może wcale i nie, ale zamiast wywodów filozoficznych, pragnę dzisiaj poświęcić uwagę pojazdom typu kombivan i powiedzieć, dlaczego ich sukcesywne usuwanie z przestrzeni rynku samochodowego pierwotnego, okazało się dużym błędem…
Jasne – kombivany pozostały jeszcze u kilku większych producentów europejskich, czego potwierdzeniem jest chociażby dzisiejsza recenzja i, przynajmniej z mojego punktu widzenia, dodaje tymże producentom co najmniej kilka punktów respektu w moim prywatnym rankingu. Większość pewnie nazwałaby mnie „dziadersem” z mentalnością człowieka sześćdziesięcioparoletniego, bo przecież jak można lubić pojazdy wywodzące się w pierwszej linii z pojazdów użytkowych? Mówimy o próbie zaadaptowania do życia codziennego samochodu o designie parkowej drabinki, której brakuje polotu, jakości oraz tak poszukiwanego splendoru (przepraszam, ale powiedzenie „bez gwiazdy nie ma jazdy” nie wzięło się z powietrza i wcale nie winię za to samego Mercedesa – wszak marka ze Stuttgartu potrafi konstruować obiektywnie znakomite maszyny). Chcę tutaj podkreślić społeczne trendy, jakie się rozwinęły na przestrzeni wielu lat, a które ułatwiły jedynie producentom samochodowym podjęcie decyzji w sprawie przyszłościowego zróżnicowania gamy modelowej. Skoro więc znakomita większość z nas preferuje nowocześnie wyglądającego, naszpikowanego wyposażeniem, gadającego z kierowcą i drogiego SUV-a, dlaczego Renault utrzymuje w swojej ofercie model Kangoo (nawet, jeżeli według aktualnego konfiguratora pozostał jedynie wariant elektryczny)?




Mógłbym lekceważąco powiedzieć: bo ma taką możliwość i nie byłoby to zbytnie mijanie się z prawdą, niemniej kombivan posiada swoje niezaprzeczalne zalety, których nowoczesny SUV, choćby miał się zakichać na ostateczność, nigdy mieć nie będzie. Regularne i kanciaste nadwozie, które daje spore możliwości transportowe (zarówno rzeczy, jak też, w moim przypadku, siedmiu pasażerów), przesuwane drzwi w drugim rzędzie, co wynosi praktyczność i użyteczność na wyższy poziom, a poza tym – nie obijemy komuś jego samochodu na parkingu, jak zwierzę, filozofia projektowania „od środka na zewnątrz”, co ma gwarantować maksymalne wykorzystanie możliwości nadwozia oraz jego funkcjonalności, a tego klasyczny SUV nigdy zrozumieć nie zdoła, trzy pełne fotele obok siebie w drugim rzędzie, prostsza konstrukcja całego samochodu, szerokie możliwości aranżacji tego wnętrza tudzież charakter dostosowany lepiej do wymagań rodziny z pociechami. Oczywiście, kombivan w typie recenzowanego Kangoo nie będzie miał w sobie tyle wygody i uroku, ale na tym właśnie polega różnica, natomiast ludzie mają ostatecznie wybór.








Czy to znaczy, iż opowiadam się jednoznacznie za obozem funkcjonalności oraz tego, co już niemodne i nieatrakcyjne? Łatwiej, z mojego punktu widzenia, obdarzyć pasją, zamiłowaniem i platonicznym uczuciem samochód, który nie jest społecznie akceptowany lub przynajmniej nie jest w pełni akceptowany, bo to daje nieco więcej satysfakcji oraz poczucie robienia czegoś ważnego, a z punktu widzenia użytkowego – bliżej mi do mocniej wyciśniętej cytryny, która dała mnóstwo smaku i doświadczenia, niż do sztucznie napompowanej sztuki, która jest wytworem obecnego konsumpcjonizmu. Nie mogę nic poradzić na to, a tymczasem zapraszam do podsumowania z benzynowym Grand Kangoo:
No Comments