Nowe czy stare podejście?
Trudno w to uwierzyć, ale od zintensyfikowania działań ze strony marek chińskich minął jakoś rok czasu (mogę się mylić – piszę z głowy) – w każdym razie, nie rozmawiamy o rozwleczonym, jak syf z pola na drodze wojewódzkiej, okresie, a już dostrzegamy całkiem drastyczne zmiany w rynku motoryzacyjnym, trendach w nań panujących oraz statystykach globalnej sprzedaży. Wspominałem już o tym, że Chińczycy pokazali kilka całkiem istotnych prawideł funkcjonowania rynku samochodowego, a przy okazji bezpardonowo – relatywnie – obnażyli politykę cenową firm europejskich, co widać już było również w moich recenzjach. Marka chińska produkuje relatywnie porządnie zmontowany i poskładany samochód, przyjmuje odpowiedzialność za jego transport, eksport do Europy i wszystkie opłaty z tym związane, i finalnie proponuje klientom topowo wyposażony egzemplarz, który jest o przeszło 30, a nawet momentami 40% tańszy od porównywalnego konkurenta z Europy? Tak, wiem – firmy chińskie otrzymują wsparcie finansowe od swojego państwa, więc mają delikatnie łatwiej na starcie, niemniej to nie zmienia postaci rzeczy, a klienta docelowego nie interesują w konsekwencji gierki polityczne, a samochód, który otrzymuje. Do tej pory moje spotkania z chińską motoryzacją udowadniały, że azjatyccy przybysze nie odwalali roboty „po łepkach” i nawet, jeżeli ceną za przyzwoite, a często wręcz znakomite, warunki finansowe były pewne niedociągnięcia, to w końcowym rozrachunku zdecydowanie rozumiałem i rozumiem popularność samochodów typu Jaecoo, Omoda czy, w mniejszym stopniu, Geely. A jak będzie z motoryzacyjnym gigantem w postaci marki Chery? Dzisiaj chciałbym Wam zaprezentować porównywalne do Jaecoo 7, Omody 5 i sagi europejskich propozycji kompaktowych, Chery Tiggo 7 w formie dosyć mocnej hybrydy typu plug-in:

















































Opracowanie i tekst: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski / BKfoto
No Comments