Hybryda też powróciła
Właściwie, to skąd? Prezentowałem Wam przypadek niesamowitego fikołka strategicznego Volvo, które postanowiło najpierw uśmiercić swoje konie pociągowe w postaci modeli XC60 oraz XC90, by później odwołać się od tej decyzji, sypiąc głowę popiołem, i zafundować wspomnianym propozycjom niezbyt przełomową modernizację, ale sam fakt jej zaistnienia był powodem do radości. Ogromnie się cieszę, że XC90 pozostało w ofercie tej znamienitej firmy o szwedzkich korzeniach, a powodów jest kilka…
Od samego początku rynkowej kariery największego przedstawiciela segmentu pojazdów typu SUV uważam, że to znakomity przykład wykorzystanej szansy i samochód, który znakomicie opiera się upływającemu czasowi, a wszystko dzięki temu, że opracowano go przy użyciu odpowiednich narzędzi oraz poszanowaniu odpowiednich wartości. Komfort, minimalizm, pewien luksus i nienachalna forma budowania przekonania o marce wysokiego pułapu – nie wiem, jak Wam, ale mnie znakomicie wpisuje się to w pojęcie samochodu, za który trzeba zapłacić niemałe pieniądze. A jak to wygląda po wspomnianej modernizacji w przypadku hybrydy plug-in – pomijając fakt, że moc systemowa obniżyła się z jakiegoś powodu do, wciąż absolutnie szalonych, 406 koni mechanicznych? Zapraszam do rozważań…
















No Comments