Sprinter versus Ducato

MAN TGE – atak… No właśnie – na kogo?

Regularnie mam okazję do spotkań z tymi bardziej użytkowymi propozycjami od różnych producentów, toteż swoimi doświadczeniami usiłuję się dzielić tutaj na tyle regularnie, na ile to możliwe. Uważam to za ciekawe spektrum poznawcze – mając na co dzień styczność z nowymi, lecz osobowymi efektami dzisiejszej produkcji motoryzacyjnej, takie odgałęzienie przeznaczone do pracy coraz intensywniej udowadnia, że niewiele ma wspólnego ze śmierdzącą i niewygodną kabiną, w której pracodawca zamyka nas za karę i przy bezwzględnym minimum komfortu oczekuje cudów i ponadprzeciętnej efektywności. Oczywiście, mówię o produktach nowych, ale dobrze widzieć, że producenci dokładają starań, by ich propozycje użytkowe mogły się pochwalić nowoczesnymi rozwiązaniami, dobrym wyposażeniem i obietnicą bycia dobrym partnerem, a nie karą za grzechy. No to aktualizuję swoje doświadczenia z aktualnymi propozycjami „na robotę”…

Jedno chciałbym zaznaczyć już na wstępie: nie będę dzisiaj mówił o furgonach, ponieważ miałem styczność z podwoziami od niektórych marek, ale to, zasadniczo, niewielka różnica. W dalszym ciągu palmę rynkowego pierwszeństwa muszę przyznać niemieckiemu Sprinterowi – pod względem zaawansowania, dostępnych elementów z pogranicza komfortu i rozpieszczenia czy nawet samego wygłuszenia kabiny (za dodatkowe wygłuszenie trzeba dopłacić – tutaj nie ma niczego za darmo 😉), uważam samochód Mercedesa za najbardziej smaczną kombinację wszystkich składników, co ma, oczywiście, swoją konsekwencję w postaci niemałego rachunku końcowego. Nie podoba mi się natomiast doklejona mocno na siłę w centralnym punkcie kamera obserwująca kierowcę (tak, Sprinter w najnowszym wydaniu posiada wymagane przez Unię Europejską systemy wsparcia i pozornego bezpieczeństwa) i beznadziejna w obsłudze kierownica ze ślizgaczami zamiast klasycznych przycisków, ale oprócz tego mówimy o naprawdę komfortowym sposobie do przemieszczania się. Polecam domawiać jak najwięcej wyposażenia, które wpływa na efekt obcowania z produktem wysokiej klasy i koniecznie należy domówić komfortowe podłokietniki na drzwiach – bez nich łokieć potrafi odpaść z bólu już po trzydziestu kilometrach. Mam jednak takie przemyślenie: implementacja coraz większej liczby systemów oraz sama cyfryzacja samochodu, chyba nie wpływają pozytywnie na wizerunek Sprintera i samego Mercedesa – budzi to pewne wątpliwości dotyczące jakości oraz solidności wykonania danego samochodu, więc mogę twierdzić, że dobrze się czuję na pokładzie niemieckiego produktu, ale czy w obecnym wcieleniu byłby to mój pierwszy wybór?

Nad swoimi propozycjami nieustannie pracują również Fiat oraz Iveco – zarówno Ducato, jak też model Daily aktualizowane są pod względem dostępnego wyposażenia i rozwiązań, dzięki czemu wygoda użytkowania wspomnianych samochodów z pewnością jest wyższa, niemniej fundament włoskiej konkurencji pozostaje taki sam i to nie jest, niestety, dobra wiadomość. Pozycja za kierownicą, wygoda na pokładzie, wygoda samego fotela – to wszystko nadal sprawia wrażenie dopracowywanych według południowych standardów, czyli najpierw lunch, potem siesta (i to raczej ta dłuższa 😊), a dopiero na końcu ostateczne szlify produktu końcowego. Spory wyświetlacz multimediów jednak obecny jest, reflektory w technologii LED również, Ducato ma nawet pływające kierunkowskazy przednie, automatyczna klimatyzacja, tempomat adaptacyjny (przynajmniej w Iveco) czy automatyczna skrzynia biegów – można zatem powiedzieć, że Włosi nadążają za resztą Europy, ale robią to na swój, dosyć oryginalny sposób, który potrafi być momentami dość wątpliwy. 😊 Dla porządku wspomnę jedynie, że Iveco lokowane jest ponad Fiatem, również pod względem ceny – pewnie ze względu na wyposażenie i motor 3.0, który jest podobno bardzo pożądany.

Ostatnio miałem również styczność z odpowiednikiem Volkswagena Craftera – produktem o nazwie MAN TGE, z legendarnym już dzisiaj 2.0 TDI o mocy 177 koni mechanicznych. Zadasz pytanie: dlaczego ktoś miałby się zdecydować na TGE, skoro Crafter „chodzi” w lepszych pieniądzach? Ja odpowiem: porównaj wyposażenie. 😉 Oprócz tego muszę powiedzieć, że MAN okazał się całkiem pozytywnym zaskoczeniem – nie tak dużym, jak Ford Transit, ale bez wątpienia godnym zainteresowania. Dobrze rozplanowane pod względem schowków i przegródek wnętrze, bardzo wygodny fotel – opcjonalny ergoActive, niemniej przy dużym wymiarze kilometrów zdecydowanie warto go mieć na pokładzie (ma nawet funkcję masowania odcinka lędźwiowego 😉), gładko pracująca skrzynia DSG, multimedia i cyfrowe zegary jakby żywcem wyciągnięte z osobowych propozycji Volkswagena, przyjemna i osobowa – znowu – pozycja za kierownicą i takie poczucie użytkowania solidnego, trwałego urządzenia – być może pozorne, ale na pokładzie TGE można się trochę nawet zrelaksować. Wady? Ta gładko i niezauważalnie zmieniająca przełożenia skrzynia, wymaga bardziej stanowczego traktowania gazem, bo w przeciwnym razie jest bardzo leniwa, i dość kiepskie wygłuszenie kabiny. Interesująca to jednak alternatywa dla wspomnianego Forda…

Przyjemnie jeździło mi się jednak tym, więc sam wybór odpowiedniego narzędzia do pracy jest obecnie dość mocno skomplikowany:

Patryk Rudnicki

No Comments

Leave a Comment

*