Mitsubishi Outlander PHEV (2026)

Mitsubishi Outlander PHEV 2026 – test

Wsparcie było potrzebne… I wyszło całkiem nieźle

Moje ostatnie spotkanie z tą nazwą odbyło się, luźno szacując, prawie sześć lat wstecz i było to spotkanie raczej w atmosferze „ograniczonego zaufania”. Mam wielki szacunek dla Mitsubishi za dokonania w dziedzinie rajdów samochodowych i kontekst historyczny dobrze mi się kojarzy z japońską marką. Odbiegając delikatnie od tematu muszę powiedzieć, że wciąż spoglądam tęsknym okiem w kierunku archaicznego, niemniej genialnego Lancera Evo IX, który pulę dynamicznych talentów uzupełniał gigantyczną turbodziurą, ale miało to swój unikalny klimat. W przypadku seryjnych, zwykłych samochodów osobowych, jak wynika z mojego doświadczenia, szło jednak Mitsubishi nieco mniej spektakularnie. Te sześć lat wstecz zmierzyłem się z ówczesnym Outlanderem, czyli na podwórku europejskim największą i najbardziej reprezentacyjną propozycją od trzech diamentów – powiedzieć, że miałem dość mieszane uczucia, to ujęcie sprawy w relatywnie delikatny sposób, gdyż pod srebrnym płaszczem wątpliwej nowoczesności, krył się pojazd z dość archaicznymi rozwiązaniami, jak na ówczesne czasy i choć była to hybryda z możliwością doładowywania z gniazdka, to nie powaliły mnie jej rozwiązania na kolana. Trochę czasu minęło i choć – z różnych powodów – nie było mi po drodze z Mitsubishi, to bardzo się cieszę, że marka nie zrezygnowała i próbowała walczyć o klienta na trudnym przecież i przepełnionym rynku europejskim, a z efektem tej walki przyszło mi się zmierzyć właśnie dzisiaj…

Nie widzę niczego urągającego w pytaniu o pomoc innych lub wspomaganiu się partnerskimi rozwiązaniami, a po takie wyjście z niełatwej sytuacji postanowiło sięgnąć Mitsubishi. To zrozumiałe: skoro biznes nie idzie, a popyt na oferowane produkty szoruje brzuchem po dnie, to sięgamy po sprawdzone i dobre rozwiązania, ograniczając tym samym koszty, dlatego właśnie obecne samochody japońskiej marki to pojazdy Renault z innymi emblematami oraz nazwami wyciągniętymi z historii Mitsubishi – tak jest, chociażby, w przypadku modelu Colt tudzież ASX, ale czy to źle? Może cierpi na tym delikatnie marketingowa strona całej firmy, ale jeżeli to zdaje swój egzamin, a klienci składają zamówienia, to w czym problem? Najjaśniejszym punktem całej gamy trzech diamentów jest mimo wszystko ten, który, niczym ojciec rodu przy ogromnym stole, bierze wszystkie pozostałe samochody pod własne skrzydła i ma stanowić o sile tej marki. Największy, najbardziej wygodny, najlepiej wyposażony i z własną kreską designerską, choć w ograniczonym stopniu. To już nie jest przebrandowana „Renówka” ze wszystkimi konsekwencjami takiego zabiegu, ponieważ… To przebrandowany Nissan z interesującym układem napędowym, którego jednak w Nissanie próżno szukać, ale to wszystko nie jest wcale takie proste…

Chciałbym, żeby to było jasne: zaimplementowanie klocków z Nissana do aktualnego wcielenia modelu Outlander, uważam za całkiem niezłą decyzję, ponieważ otrzymujemy kabinę pasażerską, która robi znakomite wrażenie swoją jakością, dopracowaniem oraz ergonomią, zaś przy tym jest nowoczesna i łatwa w obsłudze. Tylko czy to nie jest w ten sposób, że skorzystanie z gotowej bazy i zmiana poszczególnych elementów nie wpłyną finalnie na wrażenia z prowadzenia i otrzymamy trochę inaczej wyglądającego Nissana X-Trail? To byłaby kiepska informacja dla Mitsubishi, ale zrobiono chyba wszystko, by ominąć niechlubny efekt kopii, bo, jak wspomniałem, pojawiła się tutaj autorska hybryda typu plug-in – bateria o pojemności 22,7 kWh (Japończycy deklarują, że damy radę pokonać 86 kilometrów na jednym ładowaniu), dwa silniki elektryczne – jeden z przodu i drugi, ten mocniejszy, z tyłu, co zaowocowało funkcjonalnym napędem realizowanym na wszystkie koła (S-AWC) oraz silnik benzynowy o niedzisiejszej trochę pojemności 2.4. W zasadzie, nie zdziwiłbym się, gdyby wspomniany motor benzynowy pamiętał jeszcze produkty Mitsubishi sprzed tych sześciu lat, niemniej, znowu – dopóki miałoby to przynosić wymierne korzyści, dopóty będę zaciskał mocno kciuki. Poza tym, obok idei hybrydy plug-in, byłby to chyba jedyny element łączący aktualnego Outlandera z tym starszym, a to już bardzo znaczący progres. Dla porządku wspomnę jedynie, że mamy tutaj 306 koni mechanicznych, więc jest czym…

Zapraszam na spotkanie z tym nowym Outlanderem:

Patryk Rudnicki

No Comments

Leave a Comment

*