Baltasar – wydanie poprawione, część 1
To niemały kredyt zaufania, jak sugeruje tytuł niniejszego wpisu, bo mogę lubić i mieć dobre skojarzenia z kompaktową propozycją Renault – co nie ma związku kompletnie z ilością kilometrów, jakie pokonałem za kierownicą wariantu starszego, ani też pozytywnymi wspomnieniami oraz mentalnymi widokówkami, które dzięki temu się narodziły, ale nie zmienia to faktu, że Austral nie potrafił do tej pory kupić zupełnie mojej osoby i spowodować, że bez pamięci zwariuję. Nie pozwalał mi na to czysty obiektywizm całej sytuacji oraz bycie uczciwym wobec odbiorcy, który mógłby potencjalnie trafić na moją opinię, a bycie szczerym, prawdomównym i pozbawionym tendencji do zaginania rzeczywistości, droższe od wszystkich pieniędzy świata. To bardzo istotne, bowiem Austral przyjął w koncernie Renault odpowiedzialną rolę dobrej, otwierającej nowe bramki możliwości, a także zaawansowania jaskółki, która powinna była dostarczyć klientom wartości, których na przestrzeni lat we francuskiej marce trochę brakowało. Próba okazała się mocna, niemniej, co dalej?




Tak, wiem, że na szczycie francuskiego łańcucha pokarmowego rozsiadł się model Rafale i kompletnie mu tego nie odbieram – Rafale ma być tym bowiem, czym niegdyś był Talisman, a jeszcze wcześniej popularna Laguna (ewentualnie Latitude), niemniej to Austral właśnie, zarówno do segmentu kompaktowego, jak całej marki znad Sekwany, wprowadził elementy, na myśl których zwolennik wspomnianego producenta mógł odetchnąć z ulgą i przyznać, że Renault w końcu zaczyna wykorzystywać swój potencjał. Dobrego złe początki wyglądały tak, że choć kompaktowy crossover wnosił rzeczywiście powiew świeżości, który zdecydowanie mógł się podobać, to apetyt rósł w miarę jedzenia i rynek miał prawo wymagać jeszcze więcej. Tym bardziej, że nie mówiliśmy o kluczowych tematach konstrukcyjnych samochodu (no może oprócz mało „kulturalnie” działającego układu hybrydowego), a kwestiach wymagających pieczołowitego i ważnego, aczkolwiek – nieśmiało uważam – niezbyt pracochłonnego dopracowania, przynajmniej na tle zadania, jakim bez wątpienia jest zaprojektowanie dobrego samochodu. Lepszej okazji chyba nie będzie, ponieważ Austral przeszedł modernizację, natomiast istotniejsze od wymiaru stylistycznego, który uległ wyraźnym zmianom, niemniej stanowi bardziej przypieczętowanie całej reszty, są elementy niewidoczne, kryjące się w czeluściach nagłówkowego projektu, które jednakowoż wypełniają lwią część pracy i budują efekt finalny danego pojazdu. Tak, mam na myśli działanie pokładowej elektroniki, układu hybrydowego, wyposażenia tudzież komfort resorowania.
Austral nie będzie miał prosto – wziąłem go na zdecydowanie dłużej, niż trwa standardowy okres testowy, i zamierzam go sprawdzić na wiele sposobów. Będzie dużo tras, całkiem sporo jazdy miejskiej, sprawdzian w terenie bardziej górzystym (nie ma tutaj napędu realizowanego na wszystkie koła) i wymierna opinia zwyczajnego użytkownika nowinki Renault. Dzisiaj specyfikacja i prezentacja „bazy testowej”, do której zapraszam:

















































Opracowanie i tekst: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski / BKfoto
No Comments