Mazda 6 Kombi SkyDREAM 2.5 SKYACTIV-G 194 KM 6AT

Mazda 6 Kombi SkyDREAM 2.5 SKYACTIV-G 194 KM 6AT – test

Księżniczka

To był długi, żmudny, ale udany dzień. Po skróconym czasie pracy zaplanowałeś coś wyjątkowego, kupiłeś nieduży bukiet czerwonych róż i pudełko czekoladek. W dobrej wierze – nie, żeby się roztyła. Doskonale wiesz jak lubi się zajadać łakociami z wyższej półki cenowej i napawać świadomy umysł zapachem świeżo pociętych kwiatów. No dobrze, kwiaciarka patrzyła się na Ciebie z nienawiścią podczas dyktowania zamówienia, niemniej Ty znałeś tego powód. Kiedy zatem wybija godzina pryśnięcia szyi dobrą perfumą, nałożenia butów, uroczystego wręczenia podarunku w oświetlonym garażu i udania się do teatru, ona bez chwili namysłu oznajmia, że dopadła ją migrena. Tak czasami bywa – żmudnie budowany plan i szczera chęć dostarczenia odrobiny przyjemności, rozmywają się jak napis „FOREVER EWA” na mokrym piasku, ale przyznasz, miała do tego prawo.

Zajrzyjmy więc, co słychać u Mazdy 6…

Mazda 6 Kombi SkyDREAM 2.5 SKYACTIV-G 194 KM 6AT
Mazda 6 Kombi

Gustownie, ale i porządnie

Ustalmy jeden fakt: recenzowana „szóstka” powinna sobie przybić solidną piątkę z modelem CX-5, który całkiem niedawno u siebie gościłem. Nie chodzi wcale o identyczny lakier nadwozia Soul Red Crystal, który jest bezapelacyjną dumą japońskiego producenta, ten sam zespół napędowy tudzież poziom wyposażenia SkyDREAM. Owszem, wymienione punkty rzeczywiście są takie same, ale chodzi o staż. Mazda 6 obecnej generacji świętowała premierę osiem lat wstecz – podczas targów motoryzacyjnych w Moskwie roku Pańskiego 2012. Oczywiście to nie funkcjonuje na takiej zasadzie, że genialni Japończycy wprowadzili na rynek swoje nowe dziecko, uzbroili je w oręż i powiedzieli „radź sobie”. To nie byłoby honorowe, a jak wiemy, honor dla Japończyka to jak „Wyborowa” na święta – musi być. Po drodze działo się zatem całkiem sporo: Mazda sukcesywnie aktualizowała swojego pupila, mieliśmy dwa liftingi, w międzyczasie od groma sprzedanych egzemplarzy, aż dojechaliśmy z całą historią do roku 2020. Pamiętacie, co robiliście w 2012 roku? Ja prawdopodobnie zgłębiałem tajniki zarabiania pieniędzy i zajadałem się włoszczyzną, ale tak czy inaczej, 8 lat, nawet w żółwim kalendarzu, to całkiem sporo czasu.

Z księżniczką Mazdą widzę się drugi raz. Pierwszy był naprawdę udany – miała na sobie granatową sukienkę z białym wnętrzem (a może beżowym? Nie pamiętam dokładnie, to było dobrych pięć lat wstecz), silnym dieslem i nawet pozwoliła się odprowadzić. Teraz, w słoneczny poranek z lekkim wiatrem, stoi przede mną głęboko czerwona księżniczka „szóstka”, z nową twarzyczką, która w tym wydaniu odznacza się toną chromu i efektywnymi reflektorami typu Matrix LED. To bardziej praktyczne kombi, więc kuferek nie zmienił się praktycznie wcale, niemniej mam w głowie jedno dominujące przemyślenie: minęło osiem pieruńsko długich lat, poznaliśmy nowe wcielenie Golfa, nauczyliśmy się grać w krykieta, Tesla zbudowała pickupa, zaś normy emisji spalin zdążyły się zaostrzyć pięciokrotnie, a ta skubaniutka Mazda 6 nadal wygląda powabnie, zachęcająco i atletycznie. Z przodu otrzymaliśmy kierunkowskazy w technologii LED, ale generalnie doskonale wiemy o jakim samochodzie cała ta maskarada. Całości dopełniają w tym przypadku aluminiowe obręcze w rozmiarze 19 cali. Zwyczajnie – staro pod względem stylistyki nie jest. „Szóstkę” dobrze znamy i kojarzymy z naszych ulic, a co w środku?

Jasne, azjatycka firma musiała zadbać o stosowne zaplecze technologiczne i wyposażeniowe, toteż na pokładzie „szóstki” mamy system rozpoznający ograniczenia prędkości, kulturalnie działający adaptacyjny tempomat, system nadzorujący pas ruchu czy martwe strefy pojazdu, funkcję sugerującą kierowcy odpoczynek, system kamer 360 stopni, a nawet monitorowanie przestrzeni w czasie cofania po skosie. Wszystko to brzmi fantastycznie, a dopisując sobie jeszcze seryjne wyposażenie najbogatszej odmiany SkyDREAM w typie podgrzewanej kierownicy, systemu audio BOSE, podgrzewanych i wentylowanych foteli elektrycznych (z pamięcią dla kierowcy), podgrzewanych skrajnych miejsc na kanapie czy wyświetlacza przeziernego, rysuje nam się obraz rozpieszczającego wyposażeniem kombi średniej klasy, które będzie potrafiło zadbać o naszą walizkę i wyczerpany organizm. Wszystko to jest absolutną prawdą, zaś obcowanie z „szóstką” na co dzień, przypomina ten moment po ukończeniu drugiego, bardzo smacznego drinka – jest przyjemnie, masz świadomość, że liczy się „tu i teraz”, a poza tym jest miękki tyłek. Nie może być inaczej – Mazdę 6 wykończono z dbałością o detale, fantastycznym spasowaniem, gustownie (seryjnie w SkyDREAM otrzymujemy drewno i materiał w typie alkantary), solidnie, przy zapachu naturalnej, skórzanej, brązowej na dodatek tapicerki. Fotele są miękkie, wygodne, może odrobinę ciasne, ale taka już przywara samochodów azjatyckich. Gra to wszystko jak odpowiednio dostrojona gitara i wtedy do Ciebie dociera, że przecież tak idealnie wcale nie jest.

Fotele, jak wspomniałem, mogą nie wystarczyć osobom bardziej obszernym. Multimedia, choć łatwe w obsłudze i widać, że aktualizowane (posiadają na przykład interfejsy Apple CarPlay i Android Auto), to z kiepską jakością obrazu wyświetlanego z kamer dookólnych. Kabina, jak na wielkość i klasę samochodu, może być zakwalifikowana jako ciasna i relatywnie mało przestronna (podobnie bagażnik – katalogowe 522 litry nie robią nokautującego wrażenia), zaś prawidłowe ustawienie fotela skutkowało w moim przypadku nienaturalnie daleką pozycją od kierownicy i cmokaniem słupka B. Nie mogło być idealnie, choć paradoksalnie to może dobra wiadomość?

Zachęcająca perspektywa

Przechodzimy jednak do specjału japońskiego producenta, czyli nieszablonowego myślenia i układów jezdnych. To jak próbować zajrzeć dystyngowanej księżniczce pod suknię – z całą pewnością nie wypada, zatem po kolei…

Recenzja wideo Mazdy 6 Kombi

Wspomniałem niechybnie, że jednym ze wspólnych punktów recenzowanej „szóstki” oraz wielkiego CX-5, jest układ napędowy, a to, ni mniej, ni więcej oznacza, że gustowne kombi nie raczyło najbliższej okolicy dźwiękiem pracującego bociana. Oczywiście złego słowa powiedzieć nie dam o propozycji SKYACTIV-D, która od mojego kontaktu i żwawej przejażdżki zyskała kilka dodatkowych koni mechanicznych (aktualnie 184) i pozostaje jedyną opcją dla napędu realizowanego na wszystkie koła, ale nie w tym rzecz. Jeszcze raz bowiem dane mi było spotkanie z jednostką benzynową, na którą w dzisiejszych czasach trzeba mieć odwagę i wytrwałość. Mazda najwyraźniej posiada obydwie te cechy, a z silnikiem 2.5 SKYACTIV-G o mocy 194 koni mechanicznych, nasza kusząca pani może nie zalicza się do wybitnie szybkich, żwawych i wyrywnych, ale pamiętaj: dostatecznie sprawnie wyprzedzi, nie tylko ciężarówkę z rozpadającą się naczepą. Do tego 6-biegowa skrzynia automatyczna (zwykła, nie dwusprzęgłowa) jest posłuszna i sprawnie wykonuje swoje zadanie – nadaje „szóstce” odpowiedniego pędu; nie zwleka, nie szarpie nadmiernie. Wiem, że przystrojona w czerwoną suknię księżniczka, jawi nam się teraz jako warty grzechu obiekt, więc dorzucę trochę do pieca: nie pije specjalnie dużo (obiecywane, średnie 7,6, było pod moją stopą wynikiem jak najbardziej realnym), a do tego dobrze się prowadzi. Jasne, niektórzy lubią Coca-Colę – inni preferują raczej Pepsi, niemniej warto mieć na względzie, że „szóstka” resoruje dosyć jędrnie (ale zachowuje wystarczającą dozę komfortu). Na plus dwie rzeczy, na które psioczyłem trochę wcześniej: poprawiono wyciszenie, choć dawały się we znaki opory toczenia (opona marki Bridgestone, szerokość 225) i układ kierowniczy wydał mi się teraz przyjemniej bezpośredni. Nie sprawdziłem za to komfortu podłokietnika na drzwiach, z prozaicznych względów: nie pokonywałem dłuższych tras, ale warty odnotowania jest fakt, że ów podłokietnik nadal pozostał wyraźnie twardszy od tego między fotelami.

Hasło: CHARAKTER

Myśli w mojej głowie nieustannie krążą wokół pytania, jak samochód z tyloletnim stażem na rynku daje sobie radę i co potrafi zaoferować klientowi, który w dzisiejszych czasach jest mamiony nowoczesnymi multimediami oraz wizją autonomicznego przemieszczania się? Producent zrobił wiele, by dostosować i „dać kopa” technologicznego „szóstce”, tylko jak odbierze to wszystko docelowy klient? Bohaterka dzisiejszej recenzji bez wątpienia może być rewelacyjnie wyposażona, zapewni dostateczny komfort, wygodę, otuli kierowcę jakością w kabinie i z powodzeniem uargumentuje niemałą w końcu sumę pieniędzy, jaką będziemy musieli zostawić u lokalnego dealera Mazdy. Cenię jednak produkty japońskiej firmy za to, że potrafią to zrobić, potrafią zagrać na emocjach i oprócz atletycznej stylistyki zewnętrznej, która łatwo może zapaść w pamięć, w znakomitej większości potrafią wzbudzić dobre samopoczucie, będące naszą odpowiedzią na pytanie: „Dlaczego właśnie Mazda 6?” To dobra wiadomość, że recenzowane kombi dysponuje takim faktorem, ponieważ może się on okazać wartością przechylającą całą szalę. Widzicie, siadając do biurka z długopisem w dłoni, wnioski dotyczące czerwonej Mazdy prawdopodobnie mogą się okazać już troszkę inne…

Nie ukryjemy wieku tego samochodu, choćbyśmy naciągali mentalne zmarszczki dźwigiem. Nie przeszkadza mi stary panel automatycznej klimatyzacji, niemniej idę o zakład, że jakaś część klientów zwróci uwagę na relatywnie mały, jak na dzisiejsze standardy, wyświetlacz systemu multimedialnego. Jakość obrazu z kamer dookólnych okaże się rozczarowująca. Część wytknie tej damie, że owszem posiada tempomat adaptacyjny, ale nie potrafi się on dostosować i przestrzegać ograniczeń prędkości, a ograniczając się do „szóstki” jako modelu, może się okazać trochę ciasnawa i odstająca kubaturą, jak na segment, który reprezentuje. Nie mam wątpliwości, że to najlepsza inkarnacja „szóstki” aktualnej generacji, że została należycie poprawiona i nadal potrafi kusić urokiem osobistym, ale może warto byłoby pomyśleć nad zmianą sukienki?

Tekst i opracowanie: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski / BKfoto

Serdeczne podziękowania dla firmy Mazda Grupa Wróbel (oficjalna strona) za udostępnienie samochodu do opracowania niniejszej recenzji.

No Comments

Leave a Comment

*