Jeep Renegade Limited 1.3 GSE 180 KM AT9 4WD

Jeep Renegade Limited 1.3 GSE 180 KM AT9 4WD – test

Indywidualista

Można pójść linią najmniejszego oporu i zbudować samochód, który będzie wykorzystywał rozwiązania sprawdzone i pewne, kastrując go jednocześnie z jakichkolwiek resztek charakteru. Są zwolennicy takiego podejścia i potrafię sobie wyobrazić ich stanowisko, które potencjalnie będzie nierozerwalnie połączone z pieniędzmi, zyskiem i szerszą grupą docelową. Budowanie popytu jest mimo wszystko jak obwoźny handel porwanymi kurtkami zimowymi – nawet kuriozalny pomysł znajdzie swojego zwolennika, choć ten może o tym jeszcze nie wiedzieć. Zdecydowanie kuriozalne nie są produkty marki Jeep, niemniej trochę wpisują się w nurt oferowania nietypowego asortymentu dla „nietypowych” odbiorców, tylko, co to znaczy?

Dzisiaj zajmę się modelem Renegade, tym najnowszym, po kuracji odmładzającej, gdzie reflektory w technologii LED są otoczone ringami w takiej samej technologii. Odczuwam tutaj efekt „dorosłości”, tak Renegade prezentuje się zdecydowanie dobrze, choć ja miałem z tym samochodem jak z niektórymi zupami – nie próbowałem ich, może na skutek czynnika psychologicznego, a jednak niesprawiedliwie wyrabiałem sobie o nich zdanie. To srogi błąd, teraz już to wiem, a prezentowany bohater, przy całym anturażu jazdy terenowej i niezłomnego charakteru, wygląda uroczo i charakterystycznie. Pudełkowatość to jedno – ta przekłada się na dużą ilość miejsca nad głową, ale spójrzcie na tego robaczka – tylne światła mające przywodzić na myśl amerykańskie kanistry (tutaj częściowo w technologii LED), charakterystyczne użebrowanie z dziurami na obudowach głośników, wspinający się po frontowej szybie Willys i to spojrzenie owada w eleganckim, tutaj, kubraczku. Renegade może przypaść do gustu. Zaskoczył mnie jeden fakt: zawsze myślałem, że to zdecydowanie mniejszy samochód, a tutaj się okazuje, że siedzimy za kierownicą naprawdę wysoko, przestrzeni jest wystarczająco dużo, a kierowca odnosi wrażenie panowania nad sytuacją drogową. Przyjemne.

Kabina pasażerska to podobne uczucie obcowania ze stylistycznym zjawiskiem. Nie jest dziwnie, broń tego Boże – raczej panuje tutaj swoisty klimat, coś jak alternatywna muzyka lub spotkanie informatyków. Szybko docenicie jednak otoczenie najmniejszego, jakby nie patrzeć, Jeep’a, bo może i materiały wykończeniowe nie zostały wzięte z półki luksusowej, ale i tak są całkiem porządne (górny fragment deski rozdzielczej nawet jest miękki), miejsca oparcia łokci przyjemnie mięciutkie, fotele całkiem wygodne, a spasowanie materiałów zaskakująco dobre. Skrzypiał mi tylko podłokietnik w części centralnej, ale chwała za to, że był i to przesuwany w orientacji poziomej. W ogóle kabina modelu Renegade to coś pomiędzy autem użytkowym, a pojazdem segmentu obleganego, czytaj: SUV. Jest gdzie położyć drobiazgi, postawić kubek z gorącą herbatą, poszczególne instrumenty należą do czytelnych i prostych w obsłudze, acz wnętrze, czy deska rozdzielcza, została ułożona w orientacji pionowej, co w połączeniu z dostępną przestrzenią buduje osobliwe wrażenie pracy z autem, wywodzącym się z dostawczaka. Fascynujące, ale przyjemne i praktyczne.

Dochodzę właśnie do wniosku, że Renegade przypomina mi trochę swoją muskulaturą o etosie Jeep’a jako takiego – samochodu gotowego na każdą ewentualność, dzielnego konstrukcyjnie i niekoniecznie pięknego. Te wyraźnie zaakcentowane nadkola i stosunkowo kanciaste nadwozie przypominają trochę o „brudnym” rodowodzie samochodu, aczkolwiek Renegade nie jest spartańsko rozwiązanym Wranglerem, którego chcielibyśmy wyłącznie umorusać – to propozycja bardziej cywilizowana, przystosowana do gładkich, potrafiących stukać w klawiaturę chłopców, dlatego zastanawiała mnie kwestia zachowania Renegade’a w czasie jazdy. Przyznam, że było tak, jak się tego spodziewałem, czyli niezbyt angażująco, nie w stu procentach komfortowo, ale poprawnie.

Jeep Renegade Limited 1.3 GSE 180 KM AT9 4WD
Jeep Renegade Limited

Układ kierowniczy sprawiał trochę wrażenie zawieszonego w budyniu, z pustym środkiem i niezbyt bezpośrednią reakcją przednich kół. Praca zawieszenia – raczej komfortowa, choć nierówności z drogi były przenoszone do wnętrza. Ująłbym to „chybotliwym” sposobem jego pracy, natomiast silnik – benzynowe 1.3 turbo z czterema cylindrami oraz parametrami zdecydowanie obiecującymi (180 koni mechanicznych i osiągane nisko 270 niutonometrów) – wykazywał się, a raczej NIE wykazywał się należytą kulturą pracy. Był głośny, przede wszystkim na zimno, a po rozgrzaniu nie ujmował barwną ścieżką dźwiękową, ale tego już nie wymagajmy. Turbobenzynowemu GSE nie sposób jednak odmówić dwóch rzeczy: zadowalającej dynamiki, nawet, jeśli automatyczna skrzynia pracowała wolno i się czasami gubiła (przy dziewięciu biegach – kto by się nie pogubił…), i relatywnie sporego zapotrzebowania na paliwo.

A propos tej skrzyni automatycznej…

Recenzja wideo Jeep’a Renegade Limited

Renegade to ciekawy samochód – osobliwy z wyglądu, detalami zapadający w pamięć, w kategoriach mierzalnych nieidealny, niemniej w ogólnym rozrachunku przyjemny i nie mogę powiedzieć – całkiem dopracowany (na przykład dzięki efektywnie działającemu asystentowi świateł drogowych). Renegade sprawia wrażenie pokolenia bardziej wymuskanego, jedzącego widelcem, a nie palcami, szorującego pięty stosownym pumeksem, a nie workiem z kamyczkami. To interesująca strona dzisiejszego Jeep’a – w najmniejszym wydaniu przyzwoicie spasowana, dobrze wyposażona, zaawansowana, dysponująca nowoczesnymi technologiami oraz porządnym napędem 4×4. Ma też swoje wyraźnie za uszami, np. system czytający znaki drogowe, który żyje własnym życiem, tylko czy to nie wygląda tak, że przez wzgląd na rodowód i charakter, jesteśmy w stanie na więcej rzeczy przymknąć oko? Wolimy powiedzieć: jak na Jeep’a – samochód wywodzący się z błota i terenu – to naprawdę dopracowany i przemyślany samochód, czy może: konkurencja robi to lepiej?

Z mojego punktu widzenia jest następująco: lubicie i odpowiada Wam charakter marki – akceptacji Renegade’a nie trzeba będzie długo szukać. Skupiając uwagę na różnorakich zawiłościach modelu i analizując sens poszczególnych elementów natomiast, istnieje prawdopodobieństwo, że zmienimy salon. Zrozumcie właściwie mój punkt widzenia: łatwiej i wygodniej zamówić klasyczną Margheritę, aniżeli skusić podniebienie na placka z owocami morza lub ze szpinakiem. Możecie ten drugi rodzaj szybko polubić i nie wyobrażać sobie już powrotu do nudnej szynki z serem, a możecie też wymownie się skrzywić. Podobnie jest z prezentowanym Jeep’em – łatwo go polubić, bo na wielu obszarach jest dopracowanym i ciekawym samochodem, niemniej może być też zupełnie odwrotnie.

Tekst i opracowanie: Patryk Rudnicki
Zdjęcia: Bartosz Kowalewski (BKFoto)

No Comments

Leave a Comment

*